Mam raka

Tak, mam raka, ale to nie jest jeszcze najgorsza wiadomości, bo ja o tym wiem i staram się wspomagać mój organizm w unieszkodliwianiu pojawiających się komórek nowotworowych.  Złą wiadomością tak naprawdę jest to, że Ty też masz raka. To znaczy, że w Twoim organizmie nieustannie tworzą się komórki nowotworowe i rakowe. Na przykład w czasie kiedy czytasz to zdanie proces ten zaszedł już w kilkudziesięciu tysiącach Twoich komórek!

Wiedzialaś o tym?
Na szczęście w większości  przypadków nasz układ odpornościowy potrafi je szybko rozpoznać i natychmiast unieszkodliwić. Tak więc nie tylko ja i ty, ale tak naprawdę w każdym z nas jest zawsze ognisko nowotworu, czasami jest ich mnóstwo i do tego wszystkie one są aktywne! Tak na dobrą sprawę to „dostajemy raka” i się go „pozbywamy“ przez cały czas!

Jesteś zdziwona? Nie wierzysz? 

Nie szkodzi, poczytaj i sprawdź. Zaraz zapytasz pewnie, więc dlaczego nic o tym nie wiesz, nie masz symptomów, badania nic nie wykazują. Otóż okazuje się, że nasz mechanizm obrony daje sobie świetnie radę sam i pokonuje pojawiające się komórki rakowe…do czasu. Dopiero kiedy nie daje sobie już rady, wysyła rozpaczliwy sygnał, który lekarz diagnozuje jako „rak“. Ale nowotwór to nie katar i nie „dostaje się“  go z dnia na dzień, na niego trzeba sobie tak naprawdę zapracować latami, między innymi niewiedzą prowadzącą do złych nawyków. Wczesne wykrywanie to nie prewencja, to diagnostyka. Prewencja to stała i codzienna praca nad sobą, po to aby nie otrzymać pewnego dnia w gabinecie lekarskim tego wyroku.

Zasada jest taka, że jeśli nowotwór nie urośnie więcej niż 1-2 milimetry sześcienne to zginie i nie będzie w stanie podłączyć się do naszego systemu krwionośnego czy limbicznego. Stąd antyangiogeneza – teoria nowoczesnych terapii – czyli blokowanie nowotworowi produkcji naczyń. Tak leczy się m.in. raka – blokując mu wzrost, ale tak też nasz organizm walczy z intruzem, nie pozwalając mu się rozwijać.

Odetchnęłaś? 

To dobrze, ja też, ale z drugiej strony zaczęłam się też intensywnie interesować tematem. Wcześniej unikałam tematu raka jak ognia, będąc przekonana, że jak nie będzie go w mojej świadomości to nie zachoruję. Ale to tak nie działa! Chowanie głowy w piasek, udawanie, że problem mnie nie dotyczy, może mieć w tym przypadku fatalne konsekwencje. Wcześniej każdą pojawiającą się informację o raku odrzucałam lub spychałam do podświadomości, ale kiedy krąg zachorowań rozszerzył się do najbliższych mi osób, musiałam stawić czoło rakowi … i moim lękom. Chciałam zrozumieć, dowiedzieć się jak najwięcej o pochodzeniu, czynnikach ryzyka, metodach leczenia, po to aby pomóc moim bliskim w walce z chorobą. Nie jestem ekspertem, ale dużo zrozumiałam i postanowiłam zebrać te wszystkie informacje dla Ciebie, aby zachęcić Cię do stawienia czoła Twoim lękom i poważnego zainteresowania się profilaktyką. A już masz diagnozę i walczysz obecnie z chorobą nowotworową, to może niektóre informacje pomogą Ci w procesie dochodzenia do zdrowia. Tak czy siak masz w sobie komórki nowotworowe, więc nie ma co udawać,  że Cię to nie dotyczy, albo mieć nadzieje, że jakoś to będzie. Owszem Twój organizm może dać sobie radę sam pod warunkiem, że nie będziesz mu szkodzić, a jeszcze lepiej kiedy będziesz go aktywnie wspomagać. Twoja niewiedza może cię dużo kosztować. Tak więc najpierw kilka faktów.

Co to właściwie jest rak?  

Nowotwór to nieprawidłowa tkanka powstająca z jednej „chorej” komórki organizmu. Rośnie ona w wyniku niekontrolowanych podziałów komórek, połączonych z jednoczesnym zaburzeniem różnicowania się powstających komórek. Organizm traci kontrolę nad procesem namnażania się komórek w wyniku mutacji różnych genów, które kodują białka pełniące istotną rolę w cyklu komórkowym. Nowotwory złośliwe mogą się wywodzić z różnych tkanek, bo my się składamy z różnych tkanek: mięśniowej, tłuszczowej, nerwowej… i każda ta tkanka może dać nowotwór złośliwy, który nazywamy potocznie rakiem, choć naukowo rak to tylko nowotwór rozwijający się z komórek nabłonka, inne nowotwory nazywane są mięsiakami, chłoniakami czy białaczką, ale nie o poprawna nazwę nam chodzi.

Skąd się wziął?

Na pewno nie jest on wynalazkiem naszych współczesnych czasów. Rak toczy bój z człowiekiem od zarania dziejów ludzkości. Siddhartha Mukherjee – amerykański onkolog, w swojej kronice choroby rakowej, nazwał go cesarzem wszech chorób. Czyli rak był z nami od zawsze, tylko może było go mniej? Ale też ludzi było mniej, media były mniej powszechne, diagnostyka była mniej rozwinięta, żyliśmy krócej, a im populacja jest starsza, tym więcej jest nowotworów. A może tak naprawdę żyliśmy zdrowiej i prościej, nawet jeśli trudniej fizycznie? Nigdy nie przypuszczałam, że będę wdzięczna za dzieciństwo w komunizmie! Nie nie miałam ani bebików, ani danonków, ani batoników, a w czasach stanu wojennego tylko jedną tabliczkę czekoladę na miesiąc (na kartki), a do tego ten produkt czekoladopodobny był tak okropny, że i tak go nie jedliśmy. Było mniej chemii wokół nas i w naszej żywności, mniej smogu, rodzice byli w domu po południu i jedliśmy wspólny obiad, a na weekend rowery lub działka. Kto dziś oprócz emerytów chodzi na działkę? Zgoda katastrofa w Czarnobylu dała nam niezłą dawkę napromieniowania i wiele osób z mojego pokolenia ma do dzisiaj problemy z m.in. tarczycą. Na pokolenie Fokushimy nie będziemy długo czekać, ale to już inna historia.

W czasach antycznych istniały też pewne czynniki nowotworowe, choćby promieniowanie ultrafioletowe słońca, pierwiastki promieniotwórcze w skałach, ale resztę to my już sobie sami zaserwowaliśmy w postaci skażonego środowiska, po niewłaściwe odżywianie i niezdrowy tryb życia, o papierosach i alkoholu, elektrosmogu, przetworzonej i przesyconej chemią żywnością po wożenie dupy od komputera na kanapę i z powrotem, już nie wspomnę.

Dobrze, ale jak powstaje właściwie rak? 

Dosyć prosto, choć naukowcy nadal nie do końca potrafią wyjaśnić cały proces nowotworzenia, a zwłaszcza odpowiedzieć na pytanie: dlaczego w ogóle dochodzi do rozwoju nowotworu. Nasz organizm nieprzerwanie odnawia się i regeneruje. W każdej sekundzie ludzkie ciało traci od 10 do 50 milionów komórek i zastępuje je nowymi, które powstają poprzez podział. Aby komórka mogła się podzielić, musi nastąpić podwojenie wszystkich jej struktur i zawartości łącznie z obecnym w jądrze komórkowym DNA. Jeśli w czasie podziału komórki dojdzie do mutacji odcinka genu odpowiadającego za błąd w kopiowaniu – powstaje komórka, która rośnie w sposób niekontrolowany. Takie mutacje występują bardzo często, na szczęście nasz organizm radzi sobie, tak jak juz pisałam, świetnie z autokorekturą. Niestety czasem dochodzi jednak do tak dużej kumulacji błędów, że nawet najlepsza korekta nie pomoże.

Powstanie nowotworu złośliwego wymaga kilku mutacji, stąd długi, ale najczęściej bezobjawowy okres rozwoju choroby. Jeśli chodzi natomiast o dziedziczenie raka to wiemy, że u osób z rodzinną skłonnością do nowotworów część tych mutacji jest dziedziczona, ale nie oznacza to jeszcze, że automatycznie musi dojść do rozwoju raka.

Dlaczego więc dochodzi do rozwoju raka?

No właśnie, tego do końca nie wiemy, ale znane są przynajmniej niektóre czynniki ryzyka, m.in. wspomniane genetyczne predyspozycje, ale też promieniowanie jonizujące. Należy tutaj wymienić jeszcze promieniowanie ultrafioletowe (niestety nadmierna ekspozycja na słońce może prowadzić do przewlekłym zmian skórnych o charakterze nowotworowym), ale także rakotwórcze środki chemiczne w tym też kosmetyki, plus dym tytoniowy, alkohol, niezdrowa dieta, wolne rodniki czy w końcu czyniki psychiczne, w tym nadwyrężanie organizmu i długotrwały stress.

Jak zabija nowotwór?

Nowotwór zabija na różne sposoby. Często po prostu poprzez swoją fizyczność, tzn. rośnie tak duży, że naciskając na inne organy uniemożliwiając im dalszą funkcjonalność. Tak działa na przykład guz mózgu powodujący nadciśnienie śródczaszkowe. Krążące komórki rakowe mogą też zatkać naczynie krwionośne i doprowadzić tym do zawału serca, udaru mózgu czy zawału nerki.

Rak zabija też przez przerzuty, jeśli już dostanie się do krwiobiegu lub do naszego systemu limbicznego, rozsyła swoje komórki nowotworowe i tworzy taki organizm w organizmie wykańczając właściciela organizmu, czyli nas samych. Co gorsze, rak wcale nie musi urosnąć do dużych rozmiarów, wykrywalnych czy to poprzez mammografię czy badanie krwi, bo nawet mały rak może zabić. Onkolodzy nie do końca wiedzą jak to wytłumaczyć, ale krążąca po naszym ciele ogólnoustrojowej masa guza, jak to się fachowo nazywa w onkologii, jest masą nie do końca nie zbadaną i nie do końca namierzalną. Tworzy ona niewykrywalny, samoistny organizm w naszym organizmie, który zabija nas i to bardzo szybko.

Ale w leczeniu raka mamy też do czynienia z remisją, czyli samoistnym zanikiem raka, czyli uzdrowieniem. Tu medycyna też nie ma na to jeszcze żadnych wyjasnień. Poniżej TED Talk Anety, której udało się wyjść z sytuacji naprawdę podbramkowej.

 

Tak więc nasz złożony system regeneracji komórek, jest nie tylko przyczyną powstawania nowotworów, ale UWAGA jest też najważniejszą siłą samoleczenia. Przesłanie naukowców brzmi: nasz organizm nie będzie chorował, dopóki będzie się efektywnie odnawiał. A tą moc samoleczenia, każdy może wspomagać – albo SABOTOWAĆ!

 

Co robić, aby nie pozwolić rozwijać się komórką nowotworowym?

Najważniejsze jest, abyśmy zajęli się profilaktyką. Praca z przyczynami, a nie zwalczanie symptomów. Uważam, że medycyna konwencjonalna robi, co może, aby pomóc pacjentom i nie będę kwestionowała jej osiągnięć, ale jestem również świadoma jej ograniczeń i redukcjonistcznego, często mechanicznego podejścia do choroby i pacjenta.  Nie zamierzam też wychwalać jedynie medycyny alternatywnej, a tym bardziej polecać jakieś cudownie rozwiązanie, których tysiące pojawia się codziennie w internecie od witaminy B17 czy B12, wysokodozowanej witaminy C,  sody oczyszczonej, „kociego pazura”, marihuany, wyciągów z drzew Amazonii, tranu, sody oczyszczonej, oleju  OMEGA-3, chrząstki rekina, kukumy, imbru, malin, zielonej herbaty, mikroelementów, makroelementów…. Lista jest bardzo długa i z góry przepraszam, że wrzucam tu wszystko razem. Sama uwielbiam kukumę i zielona herbatę, unikam produktów przetworzonych, nasyconych kwasów tłuszczowych, cukru czy napakowanych chemią i hormonami produktów zwierzęcych, nie mam jednak wystarczającej wiedzy na temat skuteczności lub zagrożeń wszystkich rozwiązań, dlatego podchodzę do tematu ostrożnie. Uważam też za bardzo nieodpowiedzialne sprzedawanie substancji, które w cudowny sposób mają mnie wyleczyć do tego szybko i bez zachodów …. za horendalne sumy. To czasami tylko żerowanie na ludzkiej krzywdzie. Ale również nagminne naświetlanie lub przepisywanie chemoterapii profilaktycznie mając na uwadze wyłącznie zysk finansowym jest po prostu nieetyczne i nieodpowiedzialne. Warto przy tym pamietać, że firmy farmaceutyczne to nie akcja harytatywna tylko biznes, który jak każdy inny biznes powinien przynosić zyski, więc nie ma się co obruszać na różne ich praktyki, ale nie należy też święcie wierzyć we wszystkie kolorowe pigułki.

Tutaj myślenie i działanie w kategoriach czarno-białych, wykluczającej się konkurencji przynosi więcej szkód niż pomocy. Wydaje mi się jednak, że stanowczo za mało wiemy, piszemy i mówimy o profilaktyce, o znanych czynnikach ryzyka powstawania raka i o tym jak aktywnie wspomagać nasz organizm w walce z nowotworem, czyli o tym jak żyć zdrowo i szczęśliwie. Jaki wpływ na zdrowie ma oprócz genów i fizjologii stres i psychika.

Możemy zabić komórki nowotworowe chemioterapią, radioterapią, chirurg może usunąć guz w całości, jednak jeśli wciąż pozostaje przyczyna powstawania choroby, ukryta gdzieś w naszych genach i komórkach lub środowisku, to niedoceniona siła naszego organizmu może mu znów ulec i rak powróci. Mimo, że nauka rości sobie prawa do nieomylności i jedynie słusznej drogi, musimy brać pod uwagę wszystkie aspekty życia, wszystkie komponenty choroby, uwzględniać wiedzę zarówno naukową, jak i alternatywną, które wg mnie mogą i powinny się wzajemnie wspomagać i uzupełniać.  Bez tego trudno mówić o holistycznym, zintegrowanym podejściu do choroby i pacjenta, a co za tym idzie trudno o osiągnięcie stanu zdrowia i prowadzenia dobrego i harmonijnego życia.

 

Więc, co robić! 

Przede wszystkim skończ w końcu z własną ignorancją, staw czoło lękom, zwłaszcza tym związanym z rakiem i przejmij odpowiedzialności za własne życie i zdrowie. Sama musisz wziąć swoje zdrowie w swoje własne ręce. Zacznij zbierać informacje o dostępnych środkach, metodach, wynikach zarówno najnowszych badań naukowych, jak i wiedzy dostępnej ludzkości od wieków. Indyjska Medycyna Wedyjska, Tradycyjna Medycyna Chińska, Medycyna Tybetańska czy archetypowa medycyna Indian czy innych rdzennych mieszkańców ma wiele do zaoferowania.

Musisz wiedzieć, że nasz organizm to bardzo złożony, dynamiczny system, a twoje zdrowie to wielofasetowy i kompleksowy proces. Symptomy i syndromy są tylko częścią całej sieci powiązań i wynikiem różnych aspektów życiowych. Możesz je wszystkie poznać i nauczyć się jak żyć bez zakłóceń i w harmonii ze sobą i z Twoim otoczeniem. Musisz dowiedzieć się jak właściwie traktować swój organizm, czym dobrze go karmić oraz ile i kiedy dać mu odpocząć.  Musisz wiedzieć jak dać sobie spokój z tym, co przeszkadza Ci żyć świadomie i radośnie. Musisz poznać połączenie psychologii i duchowości i wprowadzić do zwykłego, codziennego życia kilka zmian, które pomogą Ci żyć bardziej świadomiej i zdrowiej. Musisz w końcu wiedzieć, że w leczeniu raka nie pomagają Ci negatywne emocje i stres, a zdrowie to wielki rozdział życia i pracy nad sobą. Czasami jeśli nie uleczymy emocjonalnego problemu żaden lek na raka nie zadziała i wycięty z piersi rak powróci w innej postaci. W naszej odporności na nowotwory liczą się nie tylko fizjologiczne moce naszego ciała, ale też siła naszego umysłu. Podatność na stres i umiejętność radzenia sobie w trudnej sytuacji.

Krótko mówiąc, to, jak żyjemy, ma przeogromny wpływ na rozwój nowotworów w naszym organizmie.

Musimy wspierać świadomie i rozsądnie nasz system odpornościowy poddawany ciągle destrukcyjnemu działaniu szkodliwych związków chemicznych obecnych w żywności, napojach, kosmetykach, rolnictwie etc, i co jeszcze ważniejsze: nie szkodzić! Nie szkodzić również naszym lenistwem, ignorancją czy nic-nie-robienim. Jakoś to będzie to nie rozwiązanie na dłuższą metę. Rozwiązanie są i możesz je poznać i zacząć stosować. W poście o zdrowym życiu już o tym pisałam, więc odsyłam, bo zawarte w nim wskazówki są istotne nie tylko w walce z rakiem, ale konieczne do zachowania zdrowia w ogóle. Tutaj tylko wspomnę, że są badania naukowe potwierdzające, że rak np. najlepiej rozwija się w środowisku kwasowym, potrzebuje do rozwoju cukru i nie lubi tlenu. Więc jeśli siedzimy w domu na kanapie i zjadamy kolejną porcję chipsów, popijając je coca-colą to stwarzamy tym samym idealne warunki do rozwoju tego intruza. A może lepiej zainteresować się florą bakteryjną zasiedlającą nasze jelita, które wytwarzają 10 proc. energii potrzebnej naszym komórkom do życia i odgrywają wiele kluczowych ról w układzie odpornościowym, a także zrozumieć dobroczynny wpływ zarówno aktywności fizycznej na dotlenianie naszych tkanek jak i relaksacji na regenerację organizmu?

Nasza wiedza to potęga i nie wolno bać się ani choroby ani wiedzy o niej. Ludzie wolą nie wiedzieć, chowają głowę w piasek i niech się dzieje co chce, albo ślepo ufają swoim lekarzom. Trudno się dziwić, że system wykorzystuje takich ludzi. Sami musimy dbać o kontrolę własnego zdrowia a nie bezmyślnie oddawać się w cudze ręce. Zapoznaj się z informacjami na temat raka, czytaj, informuj siebie i swoich bliskich i i wybieraj świadomie najlepsze dla ciebie rozwiązania, metody i suplementy. Nie łap się różnych rozwiazań czy receptur na łapu capu, nie testujmy na sobie wszystkich internetowych cudownych metod, najpierw podejmijmy właściwą decyzję, najlepszą dla Ciebie. A jeśli spotkasz się z ignorancją i bezmyślnym oporze lekarza prowadzącego do Twoich rozwiązań to ….zmień lekarza! A lepiej jeszcze zrób wszystko, aby wizyta u lekarza nie była w ogóle konieczna! Poza tzm nie ma panaceum na raka i nic co działa zawsze i u każdego. Ale powinnaś rozegrać wszystkie atuty. W końcu nie chodzi tu tylko i wyłącznie o pokonanie raka, ale o życie w ogóle.

 

Nie znajomość prawa nie zwalnia z odpowiedzialności, podobnie brak zainteresowania zdrowym stylem życia, zdrową dietą, ruchem, rozwojem psychicznym, balansem w życiu nie zwalnia cię z odpowiedzialności za swoje życie. Konsekwencje i tak ponosisz Ty sama!

 

 

 

Na koniec jeszcze kilka pozycji, które ci gorąco polecam:

  1. David Servan-Schreiber: Antyrak. Nowy styl życia.
  2. Andrwe W. Saul: Wylecz się sam” Biblia Naturalnego Zdrowia, która powinna znaleźć się w każdym domu!
  3.  http://www.akademiawitalnosci.pl  – świetna strona dotycząca zdrowego życia. Prawdziwa kopalnia wiedzy!
  4. Polecam też uważność, medytację, yogę. Możesz zacząć np. od świetnego programu redukcji stresu opartego na uważności (Mindfulness Based Stres Reduction) opracowanego przez Jona Kabat-Zinn. Program ten łączy w sobie techniki medytacyjne wraz z delikatnymi formami ruchowymi mającymi wzmocnić świadomość ciała, aby poczuć się w nim lepiej, mieć z nim lepszy kontakt i być bardziej uważnym na jego potrzeby i sygnały. Techniki medytacyjne pomagają zredukować stres, wyciszyć myśli oraz pomagają nam odkryć na nowo co to znaczy relaks. Dodatkowo pomagają nam wyłączyć naszego „naszego autopilota”, który sprawia, że w bardzo wielu ważnych sprawach działamy w nawykowy sposób.
  5. Na koniec kilka filmów, które pomogą Ci poznać dokładnie i obalić kilka mitów na temat żywienia:
  •  „Widelce ponad noże” – film o diecie wegańskiej. Film dla nieprzekonanych. Jest inny niż wszystkie, które do tej pory widziałam.  Film jest ekranizacją książki Forks Over Knives: The Plant-Based Way to Health.
  • „Fed up” (w moim tłumaczeniu “Wkurzony”) Film oskarża wprost koncerny wytwarzające wysokoprzetworzoną żywność i napoje o uzależnianie konsumentów od swoich produktów. Zawarta w nich ogromna ilość ukrytych cukrów uzależnia podobnie, jak heroina czy kokaina.
  • Super Size Me” (2004 r.), w którym rozprawiano się z siecią McDonald’s i fast foodami
  • „My karmimy świat” reż. Erwin Wagenhofer. W „My karmimy świat”, austriacki filmowiec Erwin Wagenhofer podróżuje do źródeł naszej żywności – przez Francję, Hiszpanię, Rumunię, Szwajcarię z powrotem do Austrii. Rozmawia z farmerami, kierowcami tirów i szefami korporacji.
  • “Trucizna nasza powszednia” (”Notre poison quotidien“) (2011 r.) Marie Monique Robin, w którym przedstawiono wpływ spożywanych pokarmów na powstawanie m.in. białaczki czy guza mózgu.

Dodaj komentarz