Piszę do Ciebie z miejsca, które i Tobie jest znajome. Z głębi serca, które pamięta małe rączki obejmujące szyję, wieczorne szepty o cudach, i tę wyjątkową ciszę, gdy patrzysz na śpiące dziecko i modlisz się, bo słowa już nie wystarczają. Piszę jako matka, która miała zaszczyt wychować chłopca i widzieć, jak wyrasta na mężczyznę. Dobrego. Czułego. Mądrego.
I dziś, kiedy patrzę na niego czuję, że coś się we mnie spełniło. Że choć nie wszystko zrobiłam idealnie, to jednak dałam światu coś, co ma znaczenie. Kogoś, kto będzie umiał kochać, słuchać, chronić, ale i płakać, zawahać się, przyznać do błędu. Kogoś, kto nie musi udowadniać swojej męskości, bo żyje nią w ciszy, bez przemocy, bez masek. Kogoś kto już dziś sprawia, że ten świat jest trochę lepszy.
Wychowanie syna nie jest tylko codziennym zmaganiem z niecierpliwością, z klockami porozrzucanymi po podłodze, z buntem czy zmęczeniem. To coś o wiele większego. To praca duszy, której nie widać na pierwszy rzut oka. To miłość uformowana w działaniu, cierpliwość zamieniona w czułość, a zmęczenie… w modlitwę. Modlitwę, która nie musi mieć słów, bo wyraża się w geście, w pogłaskaniu po głowie, w spojrzeniu pełnym akceptacji, w ciszy, w której dziecko czuje się bezpieczne.
Wierze, że świat potrzebuje mężczyzn, którzy nie będą się bali być dobrzy. Będą silni, nie przez dominację, ale przez obecność. Nie głośni, ale uważni. Nie twardzi, lecz wytrwali w czułości.
I wiem, że to my matki mamy dar i odpowiedzialność, by takich właśnie ludzi wprowadzać w świat.
Dlatego zapraszam Cię do przeczytania kilku wskazówek, które pozbierałam w trakcie rozmyślania, o tym kiedy moje dziecko stało się mężczyzna. Piszę nie jako ekspertka, tylko jako matka. Z całym moim doświadczeniem, błędami, pytaniami, radościami i troskami.

Nie ma jednej recepty na wychowanie syna. Ale są chwile, które potrafią zmienić wszystko. Te zwykłe momenty, w kuchni, na podwórku, przy łóżku przed snem, z nich rodzi się to, kim on kiedyś będzie. Bo chłopcy dorastają w świecie, który często uczy ich być silnymi, ale zapomina nauczyć ich być dobrymi. A przecież można być jednym i drugim. Tutaj takie momenty. Kilka moich doświadczeń na temat wychowania syna.
Naucz go nazywać to, co czuje. Naucz go mówić o tym, co czuje. Pozwól, żeby jego ciało reagowało, żeby krzyczał z frustracji, płakał ze strachu, śmiał się z ekscytacji. Nie karz go za emocje, ale pomóż mu je zrozumieć. Pokaż, że złość nie jest zła, a wstyd nie jest słabością. Opowiadaj o własnych uczuciach, nawet o tych trudnych. Dzięki temu kiedyś będzie potrafił powiedzieć: „boję się”, „przepraszam”, „kocham cię” i nie uzna tego za powód do wstydu, czy objaw słabości.
Bądź jego największą fanką. Krzycz na trybunach, śmiej się z nim, śpiewaj razem w garażu. On będzie przewracał oczami, będzie mówił: „Mamo, przestań!”, ale w środku będzie wiedział, że jest ktoś, kto w niego wierzy i zawsze trzyma za niego kciuki. Kto jest po jego stronie, nawet gdy świat milczy. To twoja miłość da mu odwagę próbować. Przegrywać. Podnosić się i znowu próbować.
Naucz go robić pranie. I wkładać naczynia do zmywarki, i prasować koszulę, i sprzątać łazienkę i odkurzać i cokolwiek, co ty też robisz. Niech się uczy pomagać. Nigdy nie odmawiaj, gdy sam to proponuje, nawet jeśli wiesz, że sama zrobisz to szybciej i lepiej. Bo przestanie proponować swoją pomoc w ogóle. Gotujcie razem, niech pomaga ci w ogrodzie. Może nie zawsze będzie to robił chętnie. Może nigdy nie będzie musiał tego robić w życiu. Ale nauczy się, że dobrze jest pomagać innym. To lekcja na całe życie. Bądź przykładem, pomagaj innym i pokazuj, że wasza rodzina też to robi.
Czytaj mu. A potem czytajcie razem. Pokaż mu, że książki otwierają drzwi do światów, które istnieją tylko w wyobraźni i do ludzi, którzy kiedyś żyli, kochali, myśleli. Zaoferuj swojemu synowi możliwość nauczenia się nowych rzeczy, uwierzenia w wymyślone miejsca i wyobrażenia sobie większych możliwości poprzez książki. Pomóż mu zrozumieć, że zapisywanie słów jest sposobem na bycie obecnym na zawsze. Niech widzi, że ty też czytasz. Bo dzieci stają się czytelnikami na kolanach rodziców, a zapisane słowa to sposób, by zostać tam na zawsze.
Zachęcaj go do tańca i muzyki. Taniec, rytm i muzyka są uniwersalne. Nieważne, dokąd pójdziesz i kogo spotkasz, każdy ma swoją formę tych trzech rzeczy. Nie musi być w tym dobry. Ważne, by wiedział, że jeśli coś czuje, może to po prostu może to też wyrazić ruchem, gestem lub inną kreatywna formą.
Zapewnij mu wzorce dobrych mężczyzn, silnych dzięki rozumowi, determinacji i uczciwości. Od urodzenia będzie otoczony wizerunkami mężczyzn z wielkimi mięśniami i w mundurach, jak Batman czy Spiderman. Ale pokaż mu też tych, którzy „dają radę” dzięki umysłowi, słowu, determinacji, pomysłom, uczciwości i odwadze, oraz tym, którzy potrafią milczeć, gdy inni krzyczą.
Zapewnij mu wzorce kobiet, pięknych dzięki rozumowi, determinacji i uczciwości. Od urodzenia będzie otoczony obrazami kobiet pięknych w tradycyjnym sensie. Ale pokaż mu też kobiety piękne od wewnątrz: dzięki rozumowi, słowu, determinacji, pomysłom, uczciwości, odwadze i zdolności do zabrania głosu, gdy inni milczą. Niech wie, że świat potrzebuje obu tych rodzajów siły: męskiej i kobiecej, tej cichej, wytrwałej, pełnej szacunku. A potem sama bądź dla niego takim przykładem.
Naucz go uczciwości. Niech postępuje zgodnie z tym, co mówi, że zamierza zrobić. Powiedz mu, że wiarygodność może być zbudowana tylko z czasem, a buduje się ją na podstawie historii własnych słów i działań.
Nie dawaj mu broni do ręki. Nie tłumacz się, że to tylko zabawka. Broń nie jest zabawką. Broń służy do zabijania. Nie tego chcesz nauczyć swoje dziecko. Przecież dzieci zawsze bawiły się w bandytów i policjantów – powiesz. Jeszcze jeden powód, aby to przerwać. Czy nie mamy dosyć przemocy wokół nas? Kiedy dzieci bawią się w gry polegające na strzelaniu lub krzywdzeniu innych, nawet w formie zabawy, może to sprawić, że przemoc wydaje się akceptowalna, zabawna lub „tylko grą”. To niewłaściwe lekcje. Chyba zgodzisz się, że lepiej aby twój syn podczas gry uczył się szacunku, samokontroli i empatii zamiast kojarzyć zabawę z bronią.
Naprawdę istnieją lepsze alternatywy, aby rozwijać koordynację ruchową, pewność siebie i umiejętność pracy w zespole poprzez sport, zajęcia twórcze i bezpieczne hobby zamiast zabawy z bronią na podwórku lub w pokoju przed komputerem.
Bądź dla niego przykładem, kobietą nie idealną, tylko prawdziwą. Już jesteś taką kobietą. Jeśli kiedykolwiek pomyślisz, że nie dasz sobie rady, pamiętaj: jeśli zrobiłaś cokolwiek z poniższych: nosiłaś życie pod sercem, w niewyobrażalny sposób wydałaś je na świat, opiekowałaś się noworodkiem, potrafiłaś pocałunkiem uśmierzyć ból, nauczyłaś kogoś czytać, i jeść sztućcami, posprzątałaś po biegunce bez odruchu wymiotnego, kochałaś dziecko tak, że oddałabyś za nie życie, potrafiłaś być silna, gdy ono cierpiało – to jesteś super-bohaterką. Nie wątp w to ani przez chwilę.
Naucz go manier. Bo to po prostu miłe. I sprawia, że świat staje się odrobinę lepszy. Dobre maniery uczą szacunku wobec innych ludzi i pomagają zrozumieć, że każdy zasługuje na uprzejmość i godne traktowanie. Poza tym ułatwi mu to nawiązywać to relacje i wzmocni dodatkowo jego poczucie własnej wartości, kiedy będzie wiedział jak się zachować w różnych sytuacjach.
Daj mu w coś wierzyć, w Boga, w ludzi, w dobro, w siebie. Bo „wiara” w tym kontekście nie zawsze oznacza religię. Chodzi o coś głębszego, bardziej egzystencjalnego: o wewnętrzny punkt oparcia, który pomaga człowiekowi nie zgubić się w świecie. Kiedy Twój syn stanie w przyszłości przed trudnym wyborem, przed samotnością, przed lękiem. Wtedy to nie twoje słowa będą najważniejsze, ale to, co w nim zaszczepiłaś, ta niewidzialna nić, która przypomni mu, że da radę i że nigdy nie jest naprawdę sam.
Mów mu, że jest mądry i potrafi podejmować dobre, własne decyzje. Najpierw te małe, potem to wielkie. Ale też powiedz, żeby słuchał swojego przeczucia. Jeśli coś wewnętrznie czuje się dobrze lub czuje się źle dla niego, to prawdopodobnie tak jest, więc niech wie, że może zaufać swojemu wewnętrznemu głosu. Niech zadawaj sobie pytania i będzie wierny sobie. Niech wie, kim jest i czego chce, i niech ta mantra prowadzi go przez życie.
Naucz go delikatności z dziećmi, z kwiatami, ze zwierzętami i z uczuciami innych ludzi. Delikatność nie oznacza słabości. Chłopców często uczy się, że muszą być „twardzi” i „nie okazywać emocji”, co może prowadzić do tłumienia uczuć i problemów w dorosłym życiu. Uczenie delikatności pokazuje, że siła i wrażliwość mogą iść w parze. Delikatność dziś to empatyczne przywództwo, ojcostwo z zaangażowaniem, partnerstwo oparte na równości i szacunku. Chłopcy, którzy uczą się delikatności, rosną na mężczyzn, którzy potrafią troszczyć się o innych i o siebie.
Bądź obecna w jego życiu, nie jako obserwator, ale uczestnik. Naucz się kopać piłkę, rozróżniać bohaterów z jego ulubionego filmu, rozpoznawać lokomotywy, odróżniać Gryffindor od Slytherinu, znać wszystkie Pokémony. Nie musisz być w tym najlepsza. Wystarczy, że jesteś obok.
Wyjdź z nim na zewnątrz. Wyłącz telewizor, odłóż telefon, zamknij komputer. Po prostu idź z nim na dwór i podążaj za nim. Patrz na jego twarz, odkrywaj jego świat, pozwól mu pytać. To czysta magia. Daj mu prowadzić. Zobaczysz, że to najprostsze chwile stają się tymi, które pamięta się całe życie. A przez okazji budujesz waszą więź i jego kontakt z naturą i odpowiedzialność za planetę. Świat ci za to kiedyś podziękuje.
Pozwól mu przegrywać. Nie zawsze każdy wygrywa. Nawet jeśli chcesz powiedzieć: „Wygrałeś, bo próbowałeś” – nie rób tego. On nie czuje się zwycięzcą, czuje się smutny i rozczarowany. I dobrze, bo życie czasem po prostu takie jest. To doświadczenie przyda mu się, gdy przegra znowu (i znowu, i znowu…). Upewnij się tylko, że rozumie, że czasem się wygrywa, czasem się przegrywa, ale nigdy się nie poddaje. Ta lekcja, która przyda mu się bardziej niż jakiekolwiek zwycięstwo. Pokaż mu, że warto próbować, nawet gdy nie zawsze się udaje.
Przypominaj mu, że praktyka czyni mistrza. Nie tylko w sporcie czy muzyce, ale w każdej dziedzinie życia. Lepiej piszesz – pisząc. Lepiej słuchasz – słuchając. Lepiej czytasz – czytając. W co inwestujesz – to rośnie. Pokaż mu to już od najmłodszych lat: ćwiczcie pukanie do drzwi przed wejściem, ćwiczcie przechodzenie przez kontrolę na lotnisku, ćwiczcie zamawianie jedzenia w restauracji. Ćwiczcie, ćwiczcie, ćwiczcie. Przyda się.
Odpowiadaj mu, gdy pyta: „Dlaczego?” Odpowiedz, albo powiedz: „Nie wiem” i poszukajcie odpowiedzi razem. Pokaż mu, gdzie szukać, u taty, dziadków, wujków, w książkach, w wiarygodnych źródłach. Naucz go myśleć samodzielnie. Niech wie, że pytania są początkiem mądrości, nie oznaką słabości.
Pozwól tacie nauczyć go różnych rzeczy, bez wtrącania się, jak zrobić to „lepiej”. Jeśli pozwolisz ojcu wspólnie z synem odkrywać świat, kiedyś, po okresie, gdy syn będzie myślał, że tata nic nie wie, przyjdzie moment, w którym zrozumie, że tata wie wszystko. Ty zawsze będziesz jego mamą, ale to ojciec jest przykładem mężczyzny, który kocha, szanuje i bierze odpowiedzialność, nie przez słowa, lecz przez codzienne czyny. Nie dominuj, pozwól ojcu być ojcem.
Daj mu przestrzeń. Do krzyku, do biegania, do twórczego chaosu. Daj mu coś, na czym może się „wyszaleć”. Niech ma swoje perkusje i patyki, niech ma piasek i wodę. Póżniej własną sferę bycia i działania. Kiedy podrośnie nie musisz mu ścielić łóżka i sprzątać jego pokoju, bo ja sie ma sam tego nauczyć? I niech coś czasem zniszczy, bo tak uczy się siły i granic.
Buduj z nim fortece. Fortece potrafią zmienić codzienne rzeczy w magię. Kilka poduszek, koców i klamerek i salon staje się jaskinią cudów. Dzięki temu na zawsze będzie wiedział, że zwykłe rzeczy mogą być niezwykłe. A w życiu jest zawsze miejsce na magię i przygodę.
Zabieraj go w nowe miejsca. To sprawi, że jego umysł i serce otworzą się szerzej, a do środka napłyną nowe pomysły, pytania i wspomnienia. To prawda, podróże – te za ocean i do wujka na wieś – kształtują jego światopogląd, charakter, wrażliwość i otwartość na świat. On uczy się przy okazji historii, geografii, kultury, języków i sztuki w sposób naturalny i angażujący. Taka nauka zostaje w pamięci na długo, bo jest oparta na doświadczeniu, a nie tylko na podręczniku.
Przytulaj i całuj go. Każda matka syna wie, że mali chłopcy są kochający i czuli. Potrafią być dzicy i hałaśliwi, ale mają też chwile delikatności, które potrafią wzruszyć do łez. I wtedy patrzysz na dorosłych, zamkniętych w sobie mężczyzn i myślisz: „co się po drodze stało, że to stracili?” Przerwijmy ten cykl. Całuj go, gdy jest miły, i całuj jeszcze więcej, gdy jest dziki. Całuj go, gdy ma dwa miesiące i gdy ma szesnaście lat. Jesteś mamą, możesz to robić zawsze, bez względu na to, jak bardzo urośnie. Niech o tym wie.
Bądź jego bazą. Ty jesteś jego domem. Gdy nauczy się chodzić, będzie chwiejnie odchodził kilka kroków i wracał. Gdy spróbuje czegoś nowego, będzie szukał twojego dumnego uśmiechu. Gdy nauczy się czytać, przeczyta ci tę samą książkę dwadzieścia razy, bo tylko ty tyle wytrzymasz. Gdy gra w piłkę, będzie szukał twojej twarzy na trybunach. Gdy zachoruje, zadzwoni. Gdy coś zawali, też zadzwoni. Gdy będzie duży, silny, dorosły i będzie mu się chciało płakać, przyjdzie do ciebie, bo przed mamą mężczyzna może płakać bez wstydu. Nawet gdy pojawi się w jego życiu inna kobieta i nowy dom, ty nadal będziesz jego matką, jego bazą, jego słońcem. Wiedz to w sercu, a wszystko inne samo się ułoży.
Wychowujmy ich. wychowujmy razem mężczyzn, którzy będą czuć. Którzy będą słuchać. Którzy będą silni wrażliwością, a nie przemocą. Bo świat ich potrzebuje. Teraz bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.