Nie wiem już, kiedy po raz pierwszy przeczytałam ten cytat. Pojawił się niepozornie, może w książce, może w rozmowie, może jako krótka myśl zapisana na marginesie jakiegoś starego zeszytu. Ale wiem jedno – towarzyszy mi od ponad trzydziestu lat. Wracał do mnie w najważniejszych momentach mojego życia: w chwilach rozstajów, trudnych wyborów, zwątpień i przemian. I za każdym razem był jak szept wewnętrznej mądrości. Przypomnienie. Przewodnik.
Z czasem zrozumiałam, że ten cytat nie jest tylko zdaniem. Jest światłem. Drogowskazem. Jego prosta, niemal niewidzialna siła otwierała drzwi, które wcześniej wydawały się zaryglowane lękiem, wątpliwościami, cudzymi oczekiwaniami.
„Od naszego stosunku do świata, od naszej wyobraźni, marzeń, wrażliwości, umiejętności życia po swojemu zależy otwartość na szczęście, radosna integracja, bycia całą w danej chwili i nie tęsknieniem za niczym”. Autor nieznany
W tym jednym zdaniu zawarty jest cały przepis na szczęśliwe życie, sama sprawdź:
Nasz stosunek do świata
Od naszego stosunku do świata zależy… wszystko!
To, jak patrzysz na świat, jak się w nim poruszasz, jaką przestrzeń mu w sobie dajesz ma znaczenie większe, niż może się wydawać. To nie są tylko myśli czy przekonania. To cała subtelna architektura Twojego istnienia, z której budujesz swój każdy dzień.
Świat jest jak zwierciadło – odbija to, co mu pokazujesz. Nie dlatego, że jest surowy, lecz dlatego, że rezonuje z tym, co w Tobie poruszone. Jeśli patrzysz na życie z lękiem, ono zaczyna szeptać do Ciebie językiem obaw. Jeśli patrzysz z miłością, nawet w trudnych momentach, coś się rozświetla.
To, jak wchodzisz w relacje, jak reagujesz na zmianę, jak przyjmujesz cudzą opinię, to wszystko opiera się na Twoim nastawieniu do świata i ludzi. A jeszcze głębiej – na Twoim stosunku do samej siebie.
Marek Aureliusz napisał:
„Nie należy gniewać się na okoliczności, bo one i tak tego nie zauważą.”
To proste zdanie zawiera ogromną wolność: nie chodzi o to, co nam się przydarza, ale o to, jak odpowiadamy.
Możesz być oceanem, który przyjmuje fale, nie stając się falą. Możesz być przestrzenią, która wybiera, które dźwięki w niej zostaną. Możesz być kobietą, która nie oddaje swojej siły, nawet jeśli świat próbuje ją zakwestionować.
I nie chodzi o to, żeby zawsze być pogodną, silną i cierpliwą. Chodzi o to, żeby mieć świadomość, że Twoja odpowiedź na świat to Twoja moc. Że możesz wybrać spokój zamiast walki. Że możesz stanąć po swojej stronie – nawet jeśli wszystko dookoła mówi Ci, że nie powinnaś.

Każdy wybór ma konsekwencje
Dlatego moja najczulsza, najbardziej osobista prośba do Ciebie: Weź odpowiedzialność za to co myślisz i robisz. Nie z obowiązku, nie z lęku, ale z miłości.
Bądź obecna w tym, co myślisz, czujesz, wybierasz. Nie oddawaj tej odpowiedzialności rodzicom, partnerom, przełożonym, społeczeństwu. Nikt nie może wiedzieć lepiej niż Ty, co jest dla Ciebie dobre. Nikt nie zna tak głęboko Twojej historii, Twoich ran, Twojej siły. To Ty decydujesz, co robisz ze swoją przeszłością. To Ty wybierasz, czy coś w Tobie zostanie pielęgnowane, czy odłożone z wdzięcznością. To Ty możesz przemienić ból w mądrość, nie zaprzeczając cierpieniu, ale nadając mu znaczenie.
Tak więc możesz:
- zostać w miejscu bólu i układać życie wokół niego,
- wybrać bycie ofiarą, i też mieć do tego prawo,
- albo… poczuć, że nie jesteś tym, co Ci się przydarzyło. Jesteś tym, co z tym zrobisz.
Nie zawsze możemy wybrać, co nas spotyka. Ale zawsze – naprawdę zawsze – możemy wybrać, jak się wobec tego zachować.
I nie musisz być natychmiast silna. Możesz iść powoli, ostrożnie, czasem się cofać, czasem płakać. Ale idziesz. Z miłością. Ze świadomością. Z delikatną odwagą.
Przekonania, które kształtują rzeczywistość
Warto spojrzeć na to, co nosisz w sobie jako prawdy o świecie. Bo może czasem to, co nazywamy „realizmem”, jest po prostu czyimś dawnym lękiem, który przyswoiłyśmy jako własny.
Zobacz, czy coś z tych przekonań brzmi znajomo:
- „Życie to walka.”
- „Jeśli boli, to znaczy, że kochasz.”
- „Lepiej nie ufać zbyt mocno.”
- „Pieniądze nie są dla takich jak ja.”
- „Nie można mieć wszystkiego.”
A może dodałabyś coś jeszcze? Czasem te przekonania są jak cienie, nie zdajemy sobie sprawy, że z nami są, a jednak ciągle rzucają cień na nasze decyzje, relacje, marzenia.
Sprawdź sama co myślisz na temat zarabiania pieniędzy, pracy, stanu posiadania, relacji. Jakie nosisz sobie nieuświadomione wzorce? Ambicje zawodowe? Może wydaje ci się, że nie jesteś warta sukcesu, miłości. Może żyjesz w przekonaniu, że nie jesteś pełnowartościową osobą, bo za mało o ciebie dbano, interesowano się tobą, szanowano. Dlatego trudno ci przyjąć komplement, a co dopiero spełniać marzenia o sukcesie. Zastanów się nad tym głęboko. Każde z tych zdań-przekonań implikuje twoje zachowanie, reakcje, decyzje, a co za tym idzie kształtuje twoje życie. Uważaj na swoje myśli, gdyż stają się twoim losem.
I konsekwentnie, jeśli zmienisz myślenie, zmienisz swoje życie.
Usiądź ze sobą. Zadaj sobie pytania:
- Co naprawdę myślę o świecie?
- Czy czuję, że on mnie wspiera?
- Czy wierzę, że mogę być bezpieczna, spełniona, kochana?
- Czy jestem gotowa porzucić przekonania, które nie są moje?
To nie jest łatwe. Czasem takie zdania tkwią w nas od dzieciństwa. Ale Ty już nie jesteś tą małą dziewczynką. Teraz możesz sama wybierać, w co chcesz wierzyć. Możesz stworzyć wewnętrzny świat, który będzie sprzyjał Twojemu rozkwitaniu, nie wygaszaniu.
Umiejętność życia po swojemu
Od naszej wyobraźni, marzeń, wrażliwości, naszej umiejętności życia po swojemu…
Żyć po swojemu to nie znaczy żyć w izolacji, w opozycji do świata czy w buncie wobec innych. To znaczy: żyć w zgodzie z własną prawdą. Z rytmem własnego serca.
Z tęsknotami, które cicho szepczą w snach. Z pragnieniami, które czasem wystraszone chowają się głęboko, ale nie przestają istnieć.
Życie po swojemu to akt odwagi. Ale nie tej krzykliwej, spektakularnej. To raczej cicha, codzienna odwaga:
- by rano wstać i znów wybrać siebie,
- by powiedzieć „nie”, kiedy wszyscy spodziewają się „tak”,
- by powiedzieć „tak”, nawet jeśli się boisz,
- by iść w stronę tego, co sprawia, że Twoja dusza się uśmiecha.
To również odwaga by nie być „doskonałą”, lecz prawdziwą.
Dla mnie konsekwencją weryfikacji własnych przekonań jest podjęcie decyzji o odważnym realizowaniu własnego potencjału. Każdy z nas ma jakieś talenty, predyspozycje, coś co lubi wykonywać i umie to robić dobrze. Więc nie zakopuj swoich talentów. Rozwijaj je. Nie oglądaj się na nikogo. Nie szukaj wymówek i usprawiedliwień. Nie czekaj! Działaj – bez względu na to, co myślą inni, co ludzie powiedzą, bez względu na wszystko. A jednocześnie rozpoznaj swoje lekcje, zrób porządek wewnątrz siebie, odzyskaj wolność, pogodę ducha. Zmierz się ze swoimi lękami, bo nigdy nie jesteś sama; cały wszechświat cię wspiera.
Jeśli czujesz impuls, pragnienie, do czegoś cię ciągnie to nie lekceważ tego. To mogą być proste rzeczy, założenie ogrodu, pisanie, malowanie, hodowanie papużek, uczenie dzieci, nabycie nowych umiejetności, podróże… etc.
„Pójść za pasją duszy to dać sobie ogromną porcję radości.“
pisała Hildegard Bingen o duchowość małych rzeczy i codziennej radości.
Żyć po swojemu, to żyć w zgodzie z tym darem. Rozpoznawać go. Pielęgnować. Czasem pozwolić mu dojrzewać w ciszy. Czasem dać mu wybrzmieć z pełną mocą.
Zatrzymaj się na chwilę. Zamknij oczy. I przypomnij sobie, co kochałaś robić jako dziecko.
- Czy byłaś tą, która śpiewała w ogrodzie do kwiatów?
- Która wymyślała magiczne światy i zapisywała je w zeszytach?
- Która godzinami rysowała, opiekowała się zwierzętami, tańczyła, bawiła się w nauczycielkę albo lepiła z błota najpiękniejsze ciasta świata?
Ona tam nadal jest. Ta dziewczynka.
Może trochę zapomniana, może trochę zepchnięta przez obowiązki, role, dorosłe powinności. Ale nie zniknęła. Czeka. Czeka, aż znów usłyszysz jej śmiech. Aż dasz jej kredki, pióro, instrument, ogród, głos. Cokolwiek, co było jej językiem radości.
Zatrzymaj się i posłuchaj:
- Co Cię woła?
- Za czym tęsknisz, nawet jeśli jeszcze nie znasz słów?
- Co wzrusza Cię tak głęboko, że nie potrafisz tego wytłumaczyć?
To jest głos Twojej duszy. To jest mapa do Twojego prawdziwego życia.
Może to chęć założenia ogrodu. Może chcesz wrócić do gry na pianinie, nauczyć się ceramiki, zacząć tańczyć tango, mówić po włosku, pisać listy do nieba.
Nie oceniaj tego. Nie porównuj. Nie planuj perfekcyjnie.
Po prostu zacznij.
Nawet najmniejszy krok w stronę pasji jest krokiem w stronę siebie. A każda kobieta, która wraca do siebie – rozświetla cały świat.
Piszę o tym nie tylko dlatego, że to piękne. Piszę, bo to ważne duchowo. Twórczość, zabawa, pasja – to nie są luksusy. To kanały łączności z duszą. Z tym, co w Tobie żywe, autentyczne, pierwotne.
Z tym, co nie podlega ocenie, rywalizacji, krytyce.

Jako dziecko kochałam pisać.
Tworzyłam opowieści o miłości, o przyjaźni, o świecie pełnym cudów. Nie robiłam tego dla poklasku. Pisałam nie dlatego, że chciałam, aby ktoś to przeczytał. Nie pisałam też po to, aby zrobić wrażenie na swoich rodzicach lub nauczycielach. Pisałam dla czystej radości pisania. Pisałam, bo dusza się wtedy śmiała. Bo w tych słowach było coś mojego, coś prawdziwego.
Ale potem… przestałam.
Dorastanie przynosi ze sobą ciężary: obowiązki, oczekiwania, społeczne role. Społeczeństwo uczy nas, że jedynym powodem, aby coś robić jest … wynagrodzenie. Gdzieś po drodze zgubiłam ten bezinteresowny zachwyt nad samym aktem tworzenia. Zaczęłam zadawać sobie pytania, których wcześniej nie znałam: Czy to wystarczająco dobre? Czy to się komuś przyda? Czy można na tym zarobić?” I tak twórczość z radości stała się produktem. Pasja zadaniem. I została porzucona.
W wieku czterdziestu lat znów zaczęłam pisać. Na początku nieśmiało, po kryjomu. Potem coraz bardziej odważnie. Aż poczułam, że to powrót do domu. Nie do konkretnego miejsca. To powrót do samej siebie.
Bycie całą w danej chwili i nietęsknienie za niczym

Bycie naprawdę obecną to jeden z najprostszych, a zarazem najgłębszych darów, jakie możesz sobie ofiarować. To jak powrót do siebie – nie przez wielkie decyzje, ale przez małe, ciche wybory.
To moment, kiedy zatrzymujesz się z kubkiem ciepłej herbaty i czujesz jego ciepło w dłoniach.
To chwila, gdy patrzysz na zachód słońca i nie myślisz o tym, co jutro.
To uśmiech, który pojawia się bez powodu.
To głęboki oddech, który mówi: „Jestem. Tu. Teraz.”
Bycie całą w danej chwili to zanurzenie się w życiu takim, jakie jest – nie wtedy, gdy wszystko układa się idealnie, ale właśnie wtedy, gdy jest zwyczajnie, nieidealnie, prawdziwie.
Nie chodzi o to, by niczego już nie pragnąć. Chodzi o to, by nie tęsknić z braku, ale z pełni.
By wybierać to, co Cię karmi, zamiast gonić za tym, co tylko chwilowo zapełnia pustkę.
Bo kiedy jesteś cała, nie musisz być wszędzie. Nie musisz spełniać oczekiwań. Nie musisz być „lepsza”, „mądrzejsza”, „bardziej produktywna”. Wystarczy, że jesteś. Taka, jaka jesteś.
„Zmieniamy świat nie wtedy, gdy go naprawiamy, ale gdy naprawiamy sposób, w jaki patrzymy.” Autor nieznany.
Zamiast czekać na weekend, wakacje, spełnienie marzenia, zacznij dostrzegać piękno w tym, co już jest. Zamiast liczyć dni, pozwól dniom Cię napełniać. Zamiast marzyć o innym życiu, wejdź głębiej w to, które masz.
Nie musisz wyjeżdżać w góry ani zaszyć się w klasztorze, żeby być blisko siebie. Każdy oddech jest wejściem w ciszę. Każde spojrzenie – powrotem do prawdy. Każde „tu i teraz” – zaproszeniem do życia.
Nie musisz już biec. Nie musisz szukać siebie w oczach innych. Nie musisz niczego nadrabiać. Jesteś wystarczająca. Jesteś dobra. Jesteś cała. Każdego dnia masz wybór. Każdy dzień jest ważny, każda chwila, bo każdego dnia możemy rozpoznać, co nas niszczy i postawić na to, co wzmacnia i buduje i wtedy łatwo jest być całą w danej chwili i nie tęsknić za niczym.